Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Stolarka Wołomin – EKS Skra Bełchatów 1 : 3

O roli, jaką w wołomińskiej drużynie odgrywa Mariusz Sordyl, mogli się przekonać wszyscy ci, którzy przyszli na sobotnie spotkanie Stolarki z Bełchatowem. Absencja w składzie pana Mariusza spowodowała, że wśród występujących na parkiecie zawodników nie było takiego, który potrafiłby wziąć na siebie ciężar gry i nią pokierować. Tego dnia nie występował również Hubert Milewski, lekko kontuzjowany w poprzednim ligowym spotkaniu. Nieobecność ta być może zaważyła na wyniku całego spotkania.

Dobrze grający Mariusz Firszt, mimo prób ataków, nie był w stanie wiele zmienić, bo koledzy z drużyny mieli po prostu zły dzień. Mecz, który zapowiadał się jako łatwe zwycięstwo, okazał się w praktyce sromotną przegraną i nie przewidywaną utratą tak cennych punktów. Ciekawy wydaje się fakt, że w drużynie gości za najlepszych uznano dwóch wołominiaków Tomasza Rosę i Piotra Szulca, obecnie graczy Skry.

Szulc utrapieniem

Pierwsza partia spotkania nie zapowiadała tak sromotnej klęski. Co prawda od pierwszych piłek prowadzili goście, ale miejscowi dzielnie stawiali czoła. W zasadzie nie do powstrzymania był były gracz Stolarki, a obecnie Skry Piotr Szulc. Ten zawodnik początkowo oklaskiwany za udane akcje, już w trakcie kolejnego seta wygwizdywany przez zgromadzoną publikę, tylko za to, że grał momentami wspaniale. Nasi nie zachwycili. Trudno napisać coś korzystnego o zawodach, w których jeden zespół nie wkłada serca do gry. Na stojąco, bez bloku i jakiegokolwiek polotu. Sporadyczne, rachityczne ataki Firszta, co drugi w aut albo zablokowany. „Złego początki” nastąpiły od stanu 6:8. Stolarka wyraźnie stanęła, czekając na to co zrobią goście. A oni bez najmniejszych problemów zdobywali punkty. Gros z nich należało oczywiście do Szulca i Rosy. W pewnym momencie było 8:12, 10:16 i 13:18. Już wówczas najwierniejsi kibice nie bardzo wierzyli, że w dniu dzisiejszym stać naszych na zwycięstwo seta. Co prawda za sprawą Firszta i Plińskiego zdobyliśmy kilka punktów pod rząd, doprowadzając do 17:21, ale na tyle starczyło sił. Ku zaskoczeniu kibiców po 22 minutach gry, Stolarka przegrała do 19.

Szczęśliwa siódemka

Dawno nie oglądaliśmy Mariusza Firszta w pierwszym składzie drużyny. Okazja, jaką stworzyła kontuzja Sordyla była możliwością zaprezentowania swoich umiejętności popularnego „Sowy”. Starał się jak mógł, ale… Co prawda druga, zwycięska partia meczu dla Stolarki w dużej mierze była jego zasługą, to tylko chwilami, przypominał zawodnika z ubiegłego sezonu. A set był niezwykle wyrównany, długi, chwilami ciekawy. W praktyce walka szła o każdy punkcik i prowadzenie zmieniało się z każdą zagrywką. Było tak od stanu po 6 aż remisu po 28. W sukurs Firsztowi poszli Witold Roman i Daniel Pliński, popisując się kilkoma udanymi zagraniami w ataku i dobrymi blokami. Mimo poprawy gry, trener „stolarzy” Krzysztof Felczak, wyjątkowo nerwowy tego dnia, miał wiele uwag do swoich podopiecznych. Szybko wykorzystał dwie przysługujące przerwy, a później już tylko przyglądał się temu co prezentują jego gracze. A prezentowali siatkówkę stojącą na średnim poziomie, wspartą wolą walki i determinacją zwycięstwa, której na szczęście starczyło by pokonać szczęśliwie, Skrę w secie do 28.

Nie ma słabych

O ile wygraną w pierwszym starciu uznać można było tylko za chwilowy sukces, to w przypadku trzeciej partii należało utwierdzić się w przekonaniu, że w lidze nie ma słabych drużyn. Skra po chwilowej słabości ponownie podjęła zdecydowaną walkę o punkty. Partia ponownie wyrównana nie stała na wysokim poziomie. Nerwowość w grze, błędy w przyjęciu a co się z tym wiąże w rozegraniu i samym ataku, przydarzały się zdecydowanie częściej Stolarce, choć goście nie odbiegali zbytnio. Co prawda od stanu po 20, mógł wygrać każdy to szczęście tego dnia należało zdecydowanie do gości. Wysiłek wołominiaków i doprowadzenie do remisu po 23 okazał się bezskuteczny, gdyż goście zdobyli decydujące punkty wygrywając drugiego już seta do 23.

Determinacja

Czwarty set rozpoczął się od prowadzenia gospodarzy. To nasi prowadzili 5:4, ale po ataku z krótkiej Romana piłka została skutecznie obroniona dając możliwość ataku gościom. Zbicie Szulca i wyrównanie. Kilka nieudanych bloków w wykonaniu naszych, po których piłka trafiła w aut i szybciutko zrobiło się 8:10 a później 11:13.Krótka reprymenda z ust trenera Felczaka zmiany w składzie i dwa udane ataki Rafała Legienia przybliżyły naszych do wyniku gości. W połowie seta dwupunktową przewagę ponownie uzyskała Skra. Stało się to za sprawą zablokowania zbić Firszta i Poskorbki. Na tablicy wyników ponownie prowadzili goście 18:20. Desperacka pogoń siatkarzy z Wołomina przynosi korzyści. Stolarka doprowadza do remisu po 24. Podobnie jak w poprzednich końcówkach setów, ostatnie słowo należy do Skry, która wygrywa do 25 i cały mecz 1:3

(mc)

Skład Stolarki: Wołosz, Roman, Pliński, Otko, Małkowski, Firszt, Poskrobko, Legień, Korpak, Kosmol.

Nr 3 (564)
Wieści Podwarszawskie
20 stycznia 2002

Skip to content