Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Bractwo Strzeleckie Salwa walczyło o puchar generała Bundeswehry. Drużynowo zajęli V miejsce.

Na jednym z najnowocześniejszych obiektów bojowych na świecie, w niemieckiej Kolonii odbyły się zawody o puchar generała Bundeswehry z udziałem 14 państw. Polskę reprezentowała wołomińska Salwa pod dowództwem Jacka Brzuszczyńskiego.

– Fantastyczna strzelnica, w pełni skomputeryzowana. Obiekt XXI wieku. Takich inwestycji brakuje w Polsce – powiedział prezes Brzuszczyński.

Zawody trwały dwa dni. Odbyło się 12 konkurencji. Strzelano z najlepszej broni będącej na wyposażeniu armii niemieckiej i NATO.

– Był niesamowity upał i wilgotność jak w dżungli amazońskiej. Bardzo ciężkie warunki do strzelania. Strzelaliśmy dziewięń godzin praktycznie bez przerwy – opowiada nam szef Salwy.

Rok temu na tych samych mistrzostwach Salwa zajęła bardzo wysokie trzecie miejsce drużynowo. Tym razem na 84 drużyny Wołomin w składzie Jacek Brzuszczyński, Andrzej Domański, Dariusz Banaszek był piąty. Puchar generała zdobył mix niemiecko-duńsko-czeski. Żeby nie ta koalicja, która miała za zadanie wykończyć Polaków, to Salwa na pewno stanęłaby na „pudle”. Za to indywidualnie „salwowicze” zdobyli medale. W kategorii kobiet III miejsce wystrzelała sobie córka szefa, Ewa Brzuszczyńska, natomiast w kategorii open na trzeciej pozycji uplasował się Dariusz Banaszek.

Zawody przebiegały w bardzo miłej atmosferze. Polakom przyjechała kibicować miejscowa Polonia. Było zwiedzanie Kolonii oraz wizyty w polskich domach.

– Teraz oni przyjeżdżają do nas. Zrewanżujemy się już niebawem w Poznaniu – zapowiedział Jacek Brzuszczyński, prezes Bractwo Strzeleckiego Salwa.

Salwa to fenomen. Jej reprezentanci to jedni z najlepiej strzelających ludzi na świecie, a wszystko to dzieje się w niewielkim Wołominie. Do wszystkiego doszli sami, ciężką pracą, wytrwałością, poświęceniem i doskonałą pracą menedżerską prezesa. Za własne pieniądze wybudowali bardzo nowoczesną jak na nasze warunki, strzelnicę. Ze swojej kieszeni finansują swoją sekcję i wyjazdy na zawody. Ostatni wyjazd do Kolonii, gdzie z dumą reprezentowali Wołomin kosztował Salwę kilka dobrych tysięcy złotych. Władze naszego miasta, pan burmistrz zdają się tego nie widzieć. Salwa nie dostała nawet złotówki z miejskiej kasy. To niewiarygodne. W innych przypadkach taka Salwa byłaby chlubą i powodem do dumy. Ile można prosić? Wstyd!

Jakub Pietrzak

Wieści Podwarszawskie Nr 40 (755)
9 X 2005

Skip to content