Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

A mogło być tak pięknie

Termin rozgrywania meczu w pierwszej edycji Pucharu Polski, można uznań za nieoficjalne otwarcie hali, w której przyszło rozgrywać mecze siatkarzom z Wołomina. Jakby dla ironii zespół ze stolicy powiatu przez cały sezon wobec niemożności grania u siebie rywalizować będzie w Radzyminie. Jak to w takich przypadkach bywa, większość siedzących miejsc zajęli goście i goście gości oraz zaproszone osoby.

O ile o formie siatkarzy Stolarki wiele dobrego powiedzieć nie można, bo przegrywali mecz za meczem w okresie przygotowawczym do rywalizacji w ekstraklasie Polskiej Ligi Siatkówki, to o przeciwnikach można długo, dobrze i samych superlatywach. Z podobną pewnie obawą garstka miłośników „stolarzy” zajęła miejsce na balkonie hali.

Już od pierwszych minut meczu ku miłemu zaskoczeniu widzów a i pewnie samych siatkarzy okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Choć po pierwszym przegranym secie, po twarzach zmieniających stronę boiska gospodarzy widać i złość, i grymas z niewykorzystanej szansy na odniesienie sukcesu, ich postawa zaskoczyła niemal wszystkich. Po pierwszych nerwowych zagraniach, sportowej tremie i braku należytej koncentracji, w miarę upływu czasu gra Stolarki układała się coraz lepiej.

Pierwszy set przegraliśmy głównie za sprawą braku doświadczenia i ligowego cwaniactwa, którym mogli wykazać się jedynie goście. Słaba gra blokiem i nerwowa zagrywka to były nasze atuty. Kilka udanych, mocnych ataków Firszta, nie było w stanie przy braku należytego wsparcia, rozbić drużyny z Sosnowca. Ostatecznie Stolarka przegrała po 18 minutach seta do 15.

Drugi set rozpoczął się od punktu dla przeciwników. Każda następna akcja siatkarzy z Wołomina, stanowiła ogromne zagrożeniem dla gości. Od stanu 4:4 gra toczyła się punkt za punkt. Doskonałą partię rozegrał Firszt, Legień, Pliński. W tym okresie „stolarzom” wychodziło niemal wszystko. Mocna celna zagrywka, stwarzająca przeciwnikom duże kłopoty, silne zbicie z krótkiej a nawet z drugiej linii. W chwili, gdy nasi odskoczyli na 18:12 wiadomo było, że seta już przegrań nie można było. Ostatecznie po 20 minutach Stolarka pokonała w drugiej odsłonie Płomień 25:20.

Trzeci set rozpoczął udanym atakiem doskonale grający tego dnia Mariusz Firszt. Praktycznie przez całego seta drużyna Stolarki nie oddała prowadzenia niemal deklasując rywala, gdyż w ostatecznym rozrachunku wygrała to starcie do 12. Kilkoma dobrymi atakami popisali się ponownie Sadecki, Pliński, Legień i Sordyl, który wchodził momentami na plac gry. Stan rywalizacji na świetlnej tablicy, ku zadowoleniu publiczności wskazywał 2:1 dla Stolarki. W czasie przerwy głośno już mówiono, że to będzie wspaniały debiut drużyny i szczęśliwa hala dla siatkarzy. Rzeczywistość okazała się trochę inna.

W czwartej partii do gry wzięły się „Kaziki”. Gra była wyrównana do stanu 11:11, a później na dwu, trzy punktowa różnice odskoczyli „stolarze”. Dopiero ostra reprymenda trenera gości spowodowała, że Płomień wyrównał przy stanie 23:23. W tym czasie kilka kontrowersyjnych decyzji wydał sędzia zawodów i to decyzji krzywdzących obydwie drużyny. Po kilku meczbolach udało się gościom wygrać dwie piłki pod rząd, kończąc seta 30:28 i doprowadzając tym samym do remisu w partiach 2:2.

Piąty set okazał się prawdziwa nerwówką nie tylko dla zawodników widzów ale i trenerów. Od pierwszych piłek gra była bardzo wyrównana, aż do stanu 10:10. W tym czasie najbardziej skutecznym w zespole z Wołomina był Firszt i Legień. Po 17 minutach gry ostatecznie Kazimierz Płomień pokonał Stolarkę Wołomin 15:13 i w meczu 3:2.

– Obawiałem się pierwszego występu chłopaków. W czasie przygotowań znacznie więcej przegrywaliśmy niż udało się nam wygrać. Po dzisiejszym meczu mogę powiedzieć, że brakuje nam pewności w grze. Mogliśmy rozstrzygnąć spotkanie na własne konto, lecz tego nie uczyniliśmy. Brakowało decydującego ataku, a te które były, były zupełnie nieprzemyślane. Trzeba grać do momentu, gdy sędzia odgwiżdże ostatni punkt w meczu i to dobrze jak na naszą korzyść. Była dużo szansa na zwycięstwo, ale graliśmy niepewnie i tak się stało, jak się stało. To konsekwencja słabego odbioru, później wymuszonego rozegrania i nieprzemyślanego atak. Myślę, że już w piątek będzie lepiej, siła ataku wzrośnie – powiedział w chwilę po meczu trener Stolarki Krzysztof Felczak.

Marek Chrzanowski

Wieści Podwarszawskie Nr 40 (499)
8 października 2000

Skip to content