Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

U siebie, ale na wyjeździe

Rozpoczęcie sezonu w Ekstraklasie okazało się niezbyt pomyślne dla siatkarzy z Wołomina. 29 września Stolarka Wołomin zagrała swój pierwszy mecz. Przeciwnikiem jej był Mistrz Polski sezonu 99/00 Mostostal-Azoty Kędzierzyn Koźle, a więc beniaminek miał utrudnione zadanie, tym bardziej że grał przeciwko reprezentantom Polski (m.in. Marcin Prus, Sebastian Świderski oraz Paweł Papke).

Na mecz przybyło wielu widzów tych, którzy chcieli obejrzeć grę swoich pupili oraz kadrowiczów. Gra pod presją w zupełnie nowej hali w Radzyminie nie była łatwa, ale mimo to nie oddali skóry łatwo. Już w pierwszym secie stawiali duży opór zawodnikom z Kędzierzyna. Dobry odbiór zagrywki w wykonaniu libero – Tomasza Laskowskiego pozwalał na dokładne rozegranie piłki przez Jacka Małkowskiego. Niestety jego ruchy były zbyt czytelne dla przeciwników, którzy z łatwością ustawiali blok przez który z dużą łatwością przebijali się Rafał Legień i Mariusz Firszt. Kilka błędów w ataku i zagrywce Mariusza Sordyla i brak sposobu na zatrzymanie Pawła Papke sprawiły, że pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 22:25.

Drugi set rozpoczął się od prowadzenia gości. Ataki Sebastiana Świderskiego, kilka błędów zagrywki i Mostostal uzyskuje 3 punktową przewagę (6:9). Przeciwnicy również popełniali błędy a dzięki szczelnemu blokowi (Pliński, Żukowski i Sordyl) Stolarka doprowadza do remisu (10:10). Do końca seta podopieczni Waldemara Wspaniałego utrzymywali 1-2 punktową przewagę i mimo ofiarnej grze w końcówce górą po raz kolejny okazali się goście (22:25).

W trzeciej odsłonie Mostostal co prawda objął prowadzenie 7:10, ale Stolarze nie zamierzali pasować i doprowadzili do stanu 11:10. Niestety kolejny błąd Mariusza Sordyla i goście doprowadzają do remisu, za którego chwilę później trener Felczak wprowadza Marcina Sadeckiego, który skutecznym atakiem zadziwił nie tylko kibiców. Dobra, techniczne zagrywka Zbigniewa Żukowskiego, as serwisowy Daniela Plińskiego i dwukrotny udany atak Marcina Sedeckiego pozwoliły na uzyskanie remisu 24:24. Wołominiaków dobił Paweł Papke, który przy stanie 24:25 zakończył celnym atakiem bardzo wyrównane spotkanie.

Mecz rozegrany był na bardzo wysokim poziomie. Szkoda tylko, że Mariusz Sordyl, w którym pokładano tak wielkie nadzieje zawiódł a wstawienie do gry Marcina Sadeckiego było zbyt późne. Natomiast bardzo dobrze sprawdził się na pozycji libero Tomasz Laskowski, który podczas meczu popełnił tylko jeden błąd. Zawodnicy Stolarki nie potrafili znaleźć sposobu na znakomicie atakujących reprezentantów Polski – Pawła Papke i Marcina Prusa, zbyt późno zaczęli grać blokiem. Kolejnym powodem porażki były częste błędy zagrywki.

T.S. STOLARKA WOŁOMIN – Zbigniew Żukowski, Daniel Pliński, Mariusz Sordyl, Jacek Małkowski, Mariusz Firszt, Rafał Legień, Tomasz Laskowski. Wchodzili: Grzegorz Otko, Marcin Sadecki, Hubert Milewski.

Po meczu trener Krzysztof Felczak powiedział:

– Gra od początku toczyła się pod dyktando siatkarzy Mostostalu. Momentami doprowadzaliśmy do wyrównania, ale były to tylko chwile naszych uniesień i słabości naszych przeciwników. Subtelnie, ale przez cały czas dominował zespół gości. Myślę, że brakowało mu regularnej dobrej zagrywki, bo tym można było wyeliminować pewne, duże możliwości Mostostalu, przynajmniej ograniczyć je do dwóch, trzech rozwiązań. A moi zawodnicy nie potrafili dziś tego wykorzystać i zagrywka była taka, jaka była. Nie pracowała tak jak trzeba. Liczę na to, że w najbliższym spotkaniu będziemy grali lepiej. Wydaje mi się, że Zbyszek Żukowski w dzisiejszym meczu grał najrówniej i na swoim stałym poziomie. W tych rozgrywkach do każdego spotkania musimy podchodzić tak, jak do tego najważniejszego. Odpowiednio przygotowani i skoncentrowani. Nie możemy kalkulować i odkładać zwycięstw na później. Każde spotkanie jest ważne i w każdym musimy starać się o sukces walcząc jak tygrysy.

L.P

Wieści Podwarszawskie Nr 40 (499)
8 października 2000

Skip to content