Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Tam jeszcze był Hubert Wagner

Hala Polonii przy ulicy Dekabrystów w Częstochowie, znani siatkarze na parkiecie, walka o Mistrzostwo Polski, a na trybunach sam Hubert Jerzy Wagner…

Wyjazd w Dzień Kobiet o godzinie 8.00 rano. Do autokaru podstawionego pod Ośrodek Sportu i Rekreacji Wołominie wsiada jedynie kierownik drużyny Paweł Czumaj i rezerwowy atakujący Stolarki – Mariusz Firszt, resztę pan Marek – kierowca zabiera po drodze. W Kobyłce wsiada Daniel Pliński, Grzesiek Pilarz i Maciek Wołosz, w Zielonce natomiast nasz libero Hubert Milewski. Pozostali w stolicy – Mariusz Sordyl, Jacek Małkowski, potem trener Krzysztof Felczak, masażysta Marek Ożarowski i młody przyjmujący Jakub Korpak. Jako ostatni swoje miejsca w autokarze z wielkim napisem „Stolarka Wołomin” zajmują Grzegorz Otko, Piotr Poskrobko i Witek Roman. Do kompletu brakuje tylko jednego, Rafała Legienia, ale ten dołączy do kolegów dopiero w Częstochowie, ponieważ właśnie w tym dniu pomagał żonie rodzić dziecko.

Podczas jazdy panuje wesoła atmosfera. Siatkarze rozmawiają, śmieją się i czytają o sobie w codziennej prasie. Na końcu autokaru jest nawet karciany kącik. Każdy ma swoje stałe niezmienione miejsce siedzące.

– Lepiej nie zmieniajcie miejsc, bo jeszcze przegramy z ta Galaxią – żartował Hubert Milewski. Mimo złej sytuacji finansowej klubu siatkarze w czasie podróży dostają na wzmocnienie banany, jabłka no i „sznikersy”. Spokojny jak zawsze trener Krzysztof Felczak, momentami przysypia. Istna sielanka i jak na razie nic nie zapowiada srogiej porażki.

Radość i smutek

Po paru godzinach widać już Częstochowę. Kwaterunek w kameralnym hotelu „Wenecki” i chwila odpoczynku po podróży. W tym czasie dzwoni telefon Mariusza Sordyla, a ten informuje zespół o niespodziance, jaką sprawiła małżonka Rafała Legienia – urodziła piękną córkę. Może przyszłą siatkarkę? Coraz bliżej meczu i coraz bardziej nerwowa atmosfera. Stolarkę na chwilę uspokaja obiad z dwóch dań w przydrożnej knajpie. Następnie krótka sjesta – „po godzinie na jednego” i przedmeczowa narada z trenerem. W szatni Stolarka spotyka się wreszcie z szczęśliwym, świeżo upieczonym ojcem i składa gratulacje.

Wybija godzina 19 i nie do końca zapełnione trybuny w hali przy ulicy Dekabrystów – ożywają. Niestety oprócz prezes Heleny Kusiak i naczelnika oświaty Andrzeja Motyki z rodziną nie widać innych kibiców naszej drużyny. Zdenerwowani siatkarze z Wołomina czują w nogach lekki niepokój. I słusznie…

…po trzech setach AZS Galaxia Starter mBank Częstochowa gładko wygrywa pierwsze spotkanie i nie pozostawia złudzeń na twarzach wołominiaków. Tym samym prezentu w postaci zwycięstwa nie funduje sobie na 37. urodziny rozgrywający Stolarki – Jacek Małkowski. Po kolacji w eskorcie dwóch radiowozów podopieczni Felczaka wracają na niezasłużony odpoczynek do hotelu – siusiu, paciorek i spać.

W sobotę pobudka o 8 rano, obfite śniadanie i wyjazd na trening, co prawda krótki, ale zawsze. Odpoczynek na wygodnych łóżkach przed telewizorem. Czas umilał Adam Małysz skacząc po kolejne punkty do Pucharu Świata. Znowu nadeszła pora walki. Nasi chłopcy bez przekonania i pełni niepewności przystąpili do drugiego meczu. Trener Felczak próbował wszystkiego – „młodych” i „starych”, jednak na marne. Ten mecz również zakończył się szybko i bezboleśnie. Podopiecznym Ireneusza Mazura – zespołowi Galaxii, ponownie wystarczyło rozegranie trzech partii i pogrążenie „Stolarzy”. Kibice w Częstochowie są inni, chyba lepsi. Tam każdy żyje siatkówką, całe miasto pasjonuje się tą dyscypliną. Galaxia dodatkowo zapewnia swoim fanom mecze rangi europejskiej, ponieważ tydzień po „sparingu” ze Stolarka Wołomin, w hali Polonii odbył się finał Pucharu Top Teams, w który częstochowianie zajęli trzecie miejsce. My z zasępionymi minami, grzecznie wsiedliśmy do autokaru i w kordonie policji polecieliśmy na Warszawę. Ale nic to! Przyjdzie czas na rewanż.

On tam jeszcze był

W ten siatkarski weekend swojego syna 37-letniego rozgrywającego Galaxii – Grzegorza Wagnera podglądał z trybun tata – legenda polskiej siatkówki Hubert Jerzy Wagner. Jak zawsze z poważną miną, bez cienia emocji obserwował każdy ruch na boisku. Nic nie zapowiadało najgorszego – śmierci trenera „Kata”. Pięć dni po meczu Galaxii ze Stolarką, Hubert Wagner niespodziewanie zmarł. Do tragedii doszło 13 marca na ulicy Wspólnej w Warszawie. Około godziny 11 Wagner zasłabł za kierownicą swojej nubiry podczas jazdy i uderzył w stojące na poboczu samochody. Prawdopodobną przyczyną zasłabnięcia, a potem zgonu był zawał serca. Mimo natychmiastowej reakcji ekipy reanimacyjnej trenera nie dało się uratować. Zmarł mając 61 lat. Jego śmierć to wielka strata dla polskiej siatkówki i całej historii sportu. Odszedł nagle i niepotrzebnie. A jeszcze kilka dni temu, siedział tuż za moimi plecami…to smutne.

Jakub Pietrzak

Nr 13 (574) Wieści Podwarszawskie
31 marca 2002

Skip to content