Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Huragan Wołomin 84/85 – Orlen Płock 6:4

Zbrzeźniak bohaterem meczu

W tym tygodniu Huragan podejmował juniorów z Płocka, będących zapewne niedługo zapleczem pierwszej drużyny, która aspiruje do gry w pierwszej lidze. Tymczasem jednak przyszło im się spotkać z dobrze dysponowaną drużyną z Wołomina. Przebiegu tego spotkania nie wymyśliłby sam Alfred Hitchcock, losy meczu ważyły się do ostatnich minut i szala zwycięstwa przechylała się to na jedną to na drugą stronę (głównie za sprawą samych graczy z Wołomina).

Miejscowi zaczęli z dużym animuszem, już w pierwszej minucie po strzale z wolnego Zbrzeźniaka, bramkarza gości, wyręcza poprzeczka. Obie drużyny groźnie kontrowały, ale defensywa spisywała się bez zarzutu. Huragan próbował koronkowymi akcjami przedrzeć się na przedpole Orlenu, zaś rywale szukali szansy długimi prostopadłymi podaniami. W 10. minucie Zbrzeźniak wdarł się na pole karne, lecz zamiast odegrać strzelił słabo prosto w bramkarza. Gdy wydawało się, że Huragan dostatecznie kontroluje przebieg gry, w 15. minucie po błędzie obrońcy i niepewnej postawy bramkarza, goście strzelają bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego, to było coś niebywałego.

Huragan nie rzucił się do falowych ataków, lecz starał się spokojnie doprowadzić do remisu. Po kolejnym rzucie wolnym dla gospodarzy, piłka minimalnie mija celu. Orlen również stworzył groźną sytuację, ale napastnik gości z dobrej pozycji przestrzelił. Niedługo po tym, szybko rozegrany rzut wolny przez wołominiaków, Zbrzeźniak wychodzi sam na sam z bramkarzem Orlenu i jest 1:1. Po tej bramce obie drużyny raczej toczyły walkę w środkowej strefie boiska. Tak mijały minuta po minucie. Ale 5 minut przed końcem pierwszej połowy, zupełnie niepotrzebny faul na naszym polu karnym i 1:2. I gdy drużyny już były myślami w szatni, kolejna zabójcza kontra płocczan i Huragan schodził do szatni z dwubramkową stratą.

Po przerwie jedyne czego można było być pewnym, to walki wołominiaków do ostatniego gwizdka o korzystny rezultat. Wszak nie raz już młodzi gracze przekonywali nas w kryzysowych sytuacjach, o wielkim sercu do gry. Tak się też stało i teraz. Tylko po wyjściu na boisko Huragan strzela kontaktową bramkę. Po celnym, długim podaniu, Zbrzeźniak z ostrego konta, mimo asysty obrońcy strzela celnie w długi róg. Stan meczu 2:3. Podopieczni Pawła Chojnowskiego nie poprzestali na tym, tworząc kolejne groźne akcje. Piłkarze Orlenu natomiast starali się podnieść rezultat, lecz mimo czasami niepewnych interwencji defensywy, nie stworzyli dużego zagrożenia pod bramką Wojdyny. Około 60. minuty kolejne szybkie podanie w uliczkę między obrońcami, piłkę przejął Zbrzeźniak, z zimną krwią objechał bramkarza i wszedł w zasadzie do bramki. Więc znowu remis. Lecz chwila nieuwagi, bierna postawa linii pomocy, która pozwoliła na oddanie zaskakującego strzału z około 30 metrów i piłka wpada „za kołnierz” bramkarzowi Huraganu. Trzeba przyznać, że przy tym strzale nie popisał się Wojdyna, który z takiej odległości dał się zaskoczyć. Do końca meczu pozostało 16 minut, a stan meczu był 3:4. Chwilę później Orlen mógł strzelić piątą bramkę, ale napastnik gości fatalnie spudłował. I to była ostatnia groźna ich akcja w tym meczu, gdyż wołominiacy zdecydowanie częściej byli w posiadaniu piłki i bardzo chcieli strzelić chociażby jedną bramkę dającą jeden punkt. I na 10 minut przed końcem sprawiedliwości stało się zadość, kiedy to klasycznym hattrickiem popisuje się Zbrzeźniak, wyszedł do kozłowanej piłki i strzałem głową uprzedził bramkarza lokując piłkę w siatce. Więc po raz trzeci doszło do remisu.

Huragan po tej bramce zaatakował z jeszcze większym animuszem, upatrując szansę na trzy punkty. Trzy minuty później okrzyk zgromadzonej publiczności, która w napięciu oglądała to widowisko, oznaczał tylko jedno, Zbrzeźniak po kopi akcji i zdecydowanym wyjściu strzela bramkę dającą prowadzenie piłkarzom z Wołomina. Lecz sam strzelec nie może wyrazić swojej radości, gdyż wychodząc do piłki i odważnej główce zderza się z bramkarzem i chyba nawet nie widział własnej strzelonej bramki. Wyglądało to dosyć groźnie, jako że ani nasz napastnik, ani bramkarz Orlenu nie podnosili się z murawy i obaj musieli zostać zmienieni. Okazało się, że Zbrzeźniak miał rozciętą głowę i bardzo mocno dostał kolanem w brzuch i nie mógł kontynuować gry, natomiast bramkarz gości stracił dwa przednie zęby.

Po kilkuminutowej przerwie, gra została wznowiona, a Huragan grał ostrożniej, choć nadal atakował. Na sam koniec znakomity rajd stopera Miałkowskiego przez całe boisko, a jego strzał z trudem wybronił zmieniony bramkarz. Rzut rożny wykonywał Gostyński, ogromne zamieszanie, w którym gospodarze trzykrotnie próbowali wbić piłkę do siatki. W końcu wybicie obrony, ale szybkie przejęcie przez Huragan, piłkę dostaje Bakun, mija dwóch obrońców i celnie strzela w krótki róg.

Sędzia po tej akcji odgwizduje koniec tego niezwykle emocjonującego spotkania, w którym gracze obu drużyn uraczyli kibiców aż dziesięcioma bramkami. Należy podziękować piłkarzom za wspaniałą grę i ambitną postawę, a przede wszystkim niekwestionowanemu bohaterowi tego meczu, strzelcowi pięciu bramek Tomkowi Zbrzeźniakowi. Który nie dość, że strzelił tyle bramek, to w najważniejszym momencie nie odstawił głowy i poświęcając się strzelił zwycięską bramkę, którą mógł okupić kontuzją. Duże brawa również dla trenera, który dobrze umotywował zespół w tym meczu. Lecz żeby chłopaki nie spoczęli na laurach, trzeba przyznać, że obrona kilkakrotnie popełniała błędy, natomiast pomoc zbyt mało angażowała się w akcje defensywne, w rozbijanie ataków rywali. No i chyba należałoby potrenować długie górne podania, wybicia, gdyż czasami wyglądało to tak jakby nie mieli siły wybić.

Podsumowując Huragan w ostatnich trzech meczach strzelił 18 bramek tracąc 12, to dużo po tej i drugiej stronie. Skład: Wojdyna – Bakun, Miałkowski, Gostyński, Koryciński, Biesiada, Szczupak, Rutkowski, Nagraba, Zbrzeźniak, Misiak, grali również: Wojciech Plichta, trener: Paweł Chojnowski

Maciej Bakun

Wieści Podwarszawskie nr 42/2001

Skip to content