Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Bractwo Strzeleckie „Salwa” obchodziło oczywiście strzelając, święto swojego prezesa. Jednak ile lat ma Jacek Brzuszczyński nie powiemy, bo jak sam powtarza żartobliwie solenizant – ludzie tyle nie żyją.

Przy wspaniałej lipcowej pogodzie na strzelnicy wojskowej Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu odbyły się kolejne już w tym roku zmagania strzeleckie wołomińskiego Bractwa Strzeleckiego „Salwa”. Z wielką przyjemnością były tam także Wieści Podwarszawskie. Okazja zorganizowania letnich zawodów była nie byle jaka. Swoje kolejne już w życiu urodziny obchodził sam prezes „Salwy” – Jacek Brzuszczyński. Chętnych do zdobycia pucharu oczywiście jak zwykle nie brakowało. Oprócz „salwowiczów” na zmagania ściągnęli zaproszeni goście z klubu strzeleckiego „Snajper” z Garwolina ze swoim wyborowym strzelcem, również prezesem – Marianem Kaczkowskim na czele. Na wspaniale zabezpieczonym i przygotowanym przez wojsko polskie obiekcie panowała iście rodzinna i przyjazna atmosfera. Jeszcze na odprawie zebrani odśpiewali Jackowi Brzuszczyńskiemu „sto lat” po raz pierwszy.

Przyszedł jednak czas na podpięcie naładowanych amunicją magazynków i rozpoczęcie zawodów. Najpierw strzelano z broni krótkiej w dwuboju pistoletowym. Najlepszy w tej konkurencji był Dariusz Banaszek uzyskując wynik 190 punktów na 200 możliwych. Natomiast w drugiej konkurencji najwięcej celnych strzałów z długiej broni, popularnego „kałasznikowa” oddała już kobieta – Tatjana Horszkova, która wygrała rywalizację z mężczyznami trafiając 94 oczka na 100 możliwych. W ogólnym podsumowaniu najlepszy był jednak snajper spoza bractwa „Salwa”. Chyba troszkę po przyjacielsku urodzinowe zawody wygrał Marian Kaczkowski z Garwolina z wynikiem 280 na 300 możliwych. Drugie miejsce było podwójne, z taką samą liczbą punktów zajęli je Tatjana Horszkova (277/300) i Dariusz Banaszek, trzeci był wielebny ksiądz proboszcz z parafii Zakręt Tadeusz Firysiuk (274/300).

Poza konkursem strzelał także solenizant. Prezes „Salwy”, słynny już „Brzuchal” ustrzelił aż 284 punkty, deklasując właściwie wszystkich rywali. O mały włos kula dosięgłaby zabłąkanego pod tarczami zająca, który był chyba na wyposażeniu polskiej armii jako ruchomy cel. Potem już broń poszła na bok, a strzelcy pomaszerowali w stronę ogniska. Jak urodziny prezesa, to urodziny.

Jakub Pietrzak

Wieści Podwarszawskie Nr 30 (693)
25 VII 2004

Skip to content