Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

A miało być tak pięknie

Po dwóch tygodniach od zakończenia rozgrywek okazało się że Huragan II Wołomin dostanie szansę gry w barażach o KLASĘ A. Chcielibyśmy sprostować, że Huragan II w przypadku awansu nie grałby, jak podaliśmy w poprzednim numerze, w jednej lidze z pierwszą drużyną, gdyż oczywiście Huragan Wołomin gra w lidze okręgowej, a druga ekipa walczy o awans do KLASY A. Za tę wpadkę wszystkich przepraszamy.

Wracając do baraży, to jak poprzednio pisaliśmy, miały się one odbyć w nietypowy sposób, gdyż w formie turnieju. Dziwne to trochę rozwiązanie, gdyż gospodarze z Naprzodu Zielonki byli ewidentnie uprzywilejowani. W turnieju brały udział cztery zespoły, zwycięzcy pierwszych meczy grali ze sobą w finale, zwycięzca finału rzecz jasna awansuje. Huragan w pierwszym meczu bez problemu pokonał Bór Regut 4:1 i przeszedł do finału, w którym, jak łatwo się domyślić, miał spotkać się z gospodarzem. Poza grą na boisku rywala, kolejną niedogodnością dla Huraganu była duża przerwa między meczami. Piłkarze po pierwszym meczu, który odbył się o godzinie 11.00, na następny musieli czekać na dworze przy palącym słońcu cztery godziny. W czasie, gdy miejscowi porozchodzili się po domach, aby wypocząć, wołominiacy na miejscu oczekiwali na mecz. To nie sprzyjało dobremu przygotowaniu się do najważniejszego tego dnia meczu.

Koniec końców nadeszła godzina 17.00 i sędzia rozpoczął finałowe spotkanie. Początek meczu Huragan miał dosyć nerwowy i popełniał sporo błędów, w poczynania na boisku wkradła się trema. Dodatkowo grę utrudniało niewymiarowe boisko, które było nieco mniejsze od zwykłego. Był to kolejny plus gospodarzy. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gdy po błędzie bramkarza, Naprzód wykonywał rzut rożny, kolejny błąd popełnił Wojdyna mijając się przy dośrodkowaniu z piłką i było 1:0 Po stracie bramki Huragan ambitnie dążył do wyrównania, ale gospodarze grający bardzo twardo i na pograniczu faulu na niewiele pozwalali gościom. W dodatku bardzo groünie kontrowali. Gdy wydawało się, że gra się nieco uspokoiła, Naprzód po nie pierwszym i nie ostatnim błędzie obrony zdobył kolejnego gola. Huragan nie miał nic do stracenia, musiał zaatakować, częściej był w posiadaniu piłki, ale niewiele z tego wynikało. Gospodarze nieustępliwą grą i faulami skutecznie wybijali wołominiaków z rytmu. Na boisku był coraz goręcej, mnożyły się nieczyste zagrania, czego efektem były dwie czerwone kartki, dla gracza z Zielonek i Huraganu. Szkoda, że w tej sytuacji można by powiedzieć „pozaboiskowej”, kapitan Huraganu dał się sprowokować, i tak trzeba był dalej grać bez kapitana. Była to mniej więcej 35 minuta. Niedługo potem Huragan wykonywał rzut wolny w narożniku pola karnego i Gajewski sprytnym strzałem w krótki róg zaskoczył bramkarza. Kontaktowa bramka, było już tylko 2:1. Chwilę póüniej mogło być 2:2, ale sytuacji sam na sam nie wykorzystał Kozłowski. To, że niewykorzystane sytuacje się mszczą wie każdy, a najlepiej gracze z Wołomina. Po fatalnym błędzie Bakuna, który dał się z dziecinną łatwością przelobować i w ogóle trochę niefrasobliwym zachowaniu całej defensywy łącznie z niepotrzebnym wyjściem bramkarza Naprzód podwyższył na 3:1. I tym rezultatem zakończyła się pierwsza połowa.

W drugiej części meczu Naprzód uspokoił grę i kontrolował wydarzenia na boisku. Huragan trochę bez wiary starał się zmienić losy spotkania i nie mógł znaleüć sposobu na doświadczoną drużynę z Zielonek. Warto dodać, że Naprzód grał aż z ośmioma zawodnikami z drużyny, która w tym sezonie awansowała z „okręgówki” do Mazowieckiej Ligi Seniorów, to ogranie było widać w drugiej połowie. W drugich 45 minutach najlepszym naszym zawodnikiem był, niestety, bramkarz, który dobrymi interwencjami zrehabilitował się za błąd w pierwszej połowie i uchronił zespół przed wyższą porażką. Dziesięć minut przed końcem gola mógł strzelić Grzybowski, ale w dogodnej sytuacji spudłował, a kto wie, może jeszcze coś by się dało zrobić. Takim wynikiem zakończyło się to spotkanie, choć gdyby był jeszcze rewanż jestem przekonany, że KLASA A byłaby całkiem realna.

Oczywiście nic się nie stało, ktoś musiał przegrać. Tym razem, w trochę nierównych warunkach, Huragan musiał się pogodzić z przegraną, ale z pewnością pokazał się z dobrej strony i drużynie należą się wielkie brawa za dobrą i niebywale ambitną grę.

Maciej Bakun

Wieści Podwarszawskie Nr 29 (692)
18 VII 2004

Skip to content