Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Huragan Naftgaz Wołomin – Legia Warszawa 3:2

Po ostatniej kolejce i surowej lekcji udzielonej Huraganowi przez mistrza Polski, zespół Drukarza Warszawa, nasi juniorzy starali się zatrzeć niekorzystne wrażenie po ostatniej porażce i ograć inny warszawski zespół.

Od początku meczu podopieczni Stanisława Kralczyńskiego zagrali niezwykle umotywowani i skoncentrowani. Receptą miał być twardy pressing, zmuszający rywali do błędów. Tymczasem Legia rozgrywała swe akcje pozycyjnie i niezbyt szybko, natomiast zawodnicy Huraganu po odebraniu piłki rozgrywali na boki i starali się uruchomić długimi podaniami napastników. I było to chyba lepsze rozwiązanie, bo koronkowe akcje z „klepki” raczej im nie wychodziły. Mecz był zaciętym widowiskiem obfitującym w wiele ostrych starć z obu stron, gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, jednak co i raz jedna z drużyn groźnie kontrowała.

W 25 minucie prowadzenie dla swojej drużyny mógł uzyskać Tomek Zbrzeźniak, ale będąc sam na sam strzelił niecelnie. Ale co się odwlecze… W 30 minucie niemal identyczna akcja jak ta sprzed kilku minut, ale tym razem Zbrzeźniak minął obrońcę i bramkarza i strzelił do pustej bramki. Taki wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy. W drugiej odsłonie wołominiacy nadal z wielkim animuszem walczyli o każdy metr boiska. Przyjezdni nie spodziewali się chyba aż tak ambitnej gry gospodarzy i momentami nie potrafili rozegrać żadnej sensownej akcji. W 55 minucie było już 2:0, po zagraniu do Nagraby ten wyłuskał piłkę bramkarzowi i natychmiast zagrał do Zbrzeźniaka, który z woleja strzelił do bramki strzeżonej tylko przez obrońcę. Huragan prezentował się korzystnie, twardo rozbijając ataki warszawiaków i samemu rozgrywając groźne akcje. Gdy w 65 minucie padła trzecia bramka dla wołominiaków po strzale Piotra Augustyniaka wydawało się że losy meczu są już przesądzone. A tymczasem trzy minuty później po dośrodkowaniu z wolnego i strzale głową goście strzelają gola i jest 3:1 dla Huraganu. Ta bramka trochę zdekoncentrowała miejscowych, którzy zaczęli popełniać proste błędy i brakowało dokładności. Legia trochę zachęcona tą bramką zaczęła coraz śmielej atakować, dochodziło do gorących spięć pod bramką Huraganu, choć „nafciarze” też zaprzepaścili dwie bardzo dobre okazje do podwyższenia wyniku. Temperaturę meczu podniosła bramka samobójcza Kalaty, który mimo bardzo dobrego meczu trochę pechowo wybił piłkę sparowaną przez Wojdynę, który swoją drogą mógł trochę inaczej ją wybić. Tak więc na około 7 minut przed końcem goście zdobyli bramkę kontaktową i zamiast spokojnej końcówki zaczęła się nerwówka. Goście rzucili się do ataków ostatniej szansy, Huragan jednak dawał sobie radę z gorączkowymi atakami Legii. Mimo tego, iż była to już końcówka meczu, spotkanie w tej fazie było prowadzone w szybkim tempie, Legia chciała wyrównać, zaś Huragan dobić rywala czwartą bramką. I przed taką szansą stanął dwie minuty przed końcowym gwizdkiem Zbrzeźniak, gdyż sędzia wskazał na jedenasty metr po zagraniu piłki ręką przez rywala w polu karnym. Ale niestety bramkarz przyjezdnych wyczuł intencję strzelca i karnego obronił. Chwilę po tym sędzia odgwizdał koniec meczu.

Huragan mógł wygrać ten pojedynek wyżej, ale brakowało zimnej krwi w polu karnym. Mecz na pewno podobał się kibicom licznie zebranym na trybunach, gdyż co najważniejsze wygrali gospodarze zdobywając pierwsze trzy punkty w Międzywojewódzkiej Lidze Juniorów i padło sporo goli. Również spotkanie to miało pewną dramaturgię. Wołominiacy pokazali, że potrafią grać dojrzałą piłkę i że walczą do ostatniego gwizdka. Mimo zwycięstwa tylko 3:2, był to jeden z lepszych meczy, jaki widziałem w wykonaniu tych chłopaków. Wprawdzie jest jeszcze wiele elementów które trzeba poprawić, ale co najważniejsze widać gołym okiem że oni naprawdę chcą coś osiągnąć i zmierzają dobrą drogą. Zobaczymy jak będzie dalej.

Maciej Bakun

Nr 34 (595) Wieści Podwarszawskie
25 sierpnia 2002

Skip to content