Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

Stolarka awansowała do serii A pierwszej ligi. W weekendowych spotkaniach dwukrotnie pokonała tegorocznego lidera IB Chełmca Wałbrzych.

Zaledwie i aż siedmiu setów jednocześnie potrzebowali siatkarze Solarki aby przypieczętować swój awans do IA. Tym samym wołomiński zespół znalazł się w gronie dwunastu najlepszych klubów Polski.

Pierwsze spotkanie było mozolną i twardą walką, jaką o zwycięstwo stoczyć z Chełmcem musiała Stolarka. Wynik 3:0 może sugerować, że wygrana przyszła wołominiakom łatwo. Mimo że rozprawili się oni z wałbrzyszanami w niespełna godzinę, to zwycięstwo kosztowało ich niemało potu, nerwów i wysiłku. W drugim spotkaniu Chełmiec postawił wszystko na jedną kartę. Wygrał pierwszego seta, zwiększając tym napięcie w szeregach Stolarki i oglądających mecz widzów. Porażka wołominiaków w pierwszej partii mimo wszystko pozytywnie wpłynęła na obraz dalszej gry. Zespół Krzysztofa Felczaka zmobilizowany i zdeterminowany, jak nigdy wcześniej, zafundował bowiem kibicom widowisko, jakiego OSiR jeszcze nie widział.

Niekwestionowanym bohaterem niedzielnego spotkania został Dariusz Parkitny, który w czwartej partii zdobył z zagrywki aż siedem punktów pod rząd. Po niedzielnej wygranej parkiet hali OSiR pokrył rozpryskiwany na wszystkie strony szampan, a kibice długo gromkimi okrzykami i śpiewami dziękowali swoim ulubieńcom. Ci nie pozostali im dłużni. Trener Krzysztof Felczak kilkakrotnie brany był na ręce, tak przez zawodników, jak i kibiców. Zabrzmiało pamiętne „We are the champions” Frediego Mercurego, a prezes Zakładu Stolarki Zbigniew Chudy i prezes klubu Helena Kusiak, niezwykle zdenerwowani podczas obu spotkań, mogli wreszcie spokojnie odetchnąć.

W sobotę 3:0, w niedzielę 3:1, to końcowe wyniki ostatniej już kolejki play off i tegorocznego sezonu. Awans Stolarki do ekstraklasy to niekwestionowany, największy w ostatnich kilku dziesięcioleciach Wołomina, drużynowy sukces jego sportowców. Niedzielne spotkanie oglądali z trybun byli siatkarze Stoarki – Piotr Szulc i Tomasz Rosa, obaj aktualnie grający w ekstraklasie. Po meczu przyznali, że w przyszłym sezonie znów z chęcią zagraliby w barwach macierzystego klubu. Zaledwie godzina wystarczyła Stolarce aby sobotnie spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyść. Jednak prawdziwe emocje czekały kibiców i samych siatkarzy dopiero drugiego dnia rozgrywek. Pierwszy weekendowy mecz nie był może porywającym widowiskiem, porównując go przynajmniej do niedzielnego, jednak stawka, o jaką przyszło walczyć siatkarzom Krzysztofa Felczaka i tak na odpowiednio wysoki, podnosiła poziom adrenaliny.

W pierwszej partii tylko na początku oba zespoły zagrały wyrównanie. Od stanu 9:9 przeważać zaczęli podopieczni Krzysztofa Felczaka. Zdobyli pięciopunktowe (22:17, 23:18) prowadzenie i nie oddali go już do końca seta. W drugiej partii sytuacja się powtórzyła. Po serii skutecznych bloków Dariusza Parkitnego i Grzegorza Otki Stolarka prowadziła nawet siedmioma punktami 20:13. Mariusza Firszta, którego cały czas pilnowali blokujący Chełmca odciążali w ataku Parkitny i Aleksandrowicz. Po długiej wymianie, piłka zablokowana przez Stolarkę odbiła się od rozgrywającego przyjezdnych i powędrowała na aut. Dwadzieścia minut drugiej odsłony wystarczyło na to, aby na tablicy pokazał się wynik 25:21 i 2:0 w setach dla gospodarzy. W kolejnej odsłonie aż osiem razy oba zespoły musiały wyrównywać, nim zdecydowane prowadzenie udało się objąć gospodarzom. Od stanu 15:15 Stolarka odskoczyła na 18:16, a chwilę później już na 21:16. W atmosferze ogólnej euforii, w ogromnej wrzawie, atakiem z prawej strony boiska zakończył spotkanie Mariusz Firszt 25:20.

– Dziękujemy! – wołali kibice. Zabawa jednak jeszcze się nie skończyła i wszyscy wyczekująco myśleli już o drugim spotkaniu.

Nerwy, szampan i IA

Od porażki Stolarka rozpoczęła niedzielne spotkanie. Chełmiec nie mający już nic do stracenia odskoczył na początku pierwszej partii na 5:1. Mimo że T.S. wyrównało, to przyjezdni znów zdobyli dwupunktową przewagę i zdołali ją już utrzymać do końca. Nerwowy początek meczu nie wróżył dobrze Stolarce, ale nie ustępowała ona Chełmcowi.

Już w drugiej partii po serii remisów, skuteczny blok Laskowskiego i Żukowskiego zapewnił T.S.owi dwupunktową przewagę 13:11. Prowadzenie podwyższył atakując po bloku Chełmca Mariusz Firszt, a chwilę później Pliński zatrzymał przechodzącą piłkę, co dało już czteropunktową przewagę. Przy stanie 24:21 znów po bloku uderzył Firszt. Gra zaczęła się od nowa. Tym razem już do dwóch wygranych. Chełmiec, jakby nieco już zmęczony, trochę zwolnił tempo, ale nie znaczyło to, że Stolarka będzie miała większe pole do popisu. Nadal każdy popełniany przez nią błąd kosztował ją cenne punkty. Szczęściem więcej tracili przyjezdni. Seta trzeciego ponownie Stolarce udało się wygrać czteropunktową przewagą. Czas przyszedł więc na ostateczne rozwiązanie kwestii awansu, jednak nikt w hali OSiR nie wierzył w inny wynik niż wygraną T.S.

Czwarty set z pewnością na stałe wejdzie do historii wołomińskiej siatkówki. Takiej bowiem partii nie rozgrywano chyba jeszcze w tym mieście. Gdy przy stanie 3:1 na zagrywkę wszedł Dariusz Parkitny, nikt nie przypuszczał nawet, że zejdzie zdobywszy aż siedem punktów. Jego mocna zagrywka atakująca, bardzo ryzykowna, a przy tym skuteczna zupełnie rozbiła szeregi Chełmca i do białości rozgrzała kibiców. Parkitnego nie wybiła nawet z rytmu przerwa, o którą w pewnym momencie poprosił trener Chełmca. Stanął ponownie z polu zagrywki, a jego kolejny atak przyniósł następnego asa, co doprowadziło widzów niemalże do szaleństwa. Kiedy wreszcie dobra passa Parkitnego skończyła się i uderzył w siatkę, cała sala skandując jego imię dziękowała mu za ten niecodzienny wyczyn. Chełmiec nie pokazał już nic w tym secie, a chwilę później było 25:7 i otwierano szampana.

Droga do ekstraklasy, jaką pokonać musiała Stolarka, aby z przeciętnej okręgowej drużyny stać się prawdziwym pierwszoligowym zespołem, liczącym się nie tylko na Mazowszu, ale i w kraju, dobiegła końca.

Wyniki: sobota 3:0 ( 25:20, 25:21, 25:20), niedziela 3:1 ( 23:25, 25:21, 25:19, 25:7)

Stolarka wystąpiła w składzie: Małkowski, Firszt, Aleksandrowicz, Laskowski, Otko, Żukowski, Pliński, Grzanka, Sadecki, Parkitny, Milewski (libero).

Trener Krzysztof Felczak powiedział: W sobotę z naszej strony daliśmy prawdziwy koncert. W niedzielę borykaliśmy się nieco z przyjęciem. W pierwszym meczu rewelacyjnie grał Jacek Małkowski. Jest to bez wątpienia mój sukces życiowy.

Piotr Łaski

Komentarz:

Seria B pierwszej ligi od lat traktowana jest w sportowym światku jak nieco lepsze wydanie ligi drugiej. Rzadko określa się ją mianem prawdziwej pierwszej. Dlatego też awans Stolarki do ekstraklasy czyni ten zespół pełnowartościowym i pełnoprawnym pierwszoligowym klubem, na co zresztą on od dawna zasługuje. Sukces Towarzystwa Siatkówki Stolarka Wołomin, jakim jest więc bez wątpienia prawo do konfrontacji z ligową czołówką siatkarską Polski, walczącą o medale mistrzostw kraju, biorącą udział w europejskich pucharach, ligi, w której grają największe sławy polskiej siatkówki i większość zawodników kadry narodowej to ogromny sukces Krzysztofa Felczaka i jego podopiecznych, ale nie tylko. Na niedzielny wynik olbrzymi wpływ miały lata pracy jakie wołomińskiej siatkówce poświęcili poprzedni szkoleniowcy tego klubu, za wszelką cenę „pchający” go na ligowe wyżyny. Nie można więc zapomnieć o wkładzie, jaki dla wołomińskiej siatkówki wnieśli Karol Moczydłowski, Mieczysław Rosłan i Zbigniew Kułak, od lat szkolący młodych siatkarzy, od których przecież wszystko w Wołominie się zaczęło. Nie można zapomnieć o Andrzeju Doktorskim, który także długie lata poświęcił siatkarzom, najpierw dawnego Huraganu, później już T.S-u. Awans Stolarki do IA to także sukces tych panów, to ich ciężka praca i liczne wyrzeczenia. To także zasługa poprzednich ekip, siatkarzy, którzy występowali dotąd w barwach wołomińskiego klubu. Wreszcie siódmy zawodnik na boisku, czyli publiczność, która nigdy nie zawodzi swych siatkarzy, która od czasów ligi okręgowej i juniorskich sukcesów Huraganu wspiera siatkarzy dopingiem i która nareszcie doczekała się nagrody za swój wkład w ciągu tych lat wniesiony w wołomińską siatkówkę. Wszyscy oni tak, jak wielu bezimiennych sponsorów, działaczy, społeczników, są autorami sukcesu Stolarki. Weekendowe zmagania były tylko wstępem do tego, jak może wyglądać sport w Wołominie. To czy tak dobry początek nie zostanie zniweczony, w dużej mierze zależy od wyżej wymienionych osób, ale także od władz, które tak licznie (i powiatowe, i miejskie) wspierały Stolarkę w walce o awans. Od nich to zależy czy sukces ten zostanie wykorzystany. Na nich to ciążyć teraz będzie odpowiedzialność za zagwarantowanie ciągłości i żywotności wołomińskiego zespołu, za budowę nowego obiektu, którego już (tak jak to uczynił trener Chełmca), nikt nie będzie nazywał kurnikiem.

Burmistrz Paweł Solis publicznie obiecał, że nowa hala stanie w Wołominie, słyszeli to i siatkarze i kibice. Być może więc ta zapowiedź wróży dobrze Wołominowi, bo poza kilkoma indywidualnościami, którymi możnaby pochwalić się na szerszym forum, a które giną w tłoku im podobnym i poza Stolarką, która właśnie dała władzom szansę na należyte promowanie miasta (o którym tak wiele mówią), Wołomin nie ma się czym przecież pochwalić. Dzięki siatkówce może zaś wyjść z szarości i przeciętności, tak jak to przykładowo dzięki koszykówce uczynił Pruszków. Czy władze wykorzystają sukces Stolarki oraz czy dzięki niemu zechcą same odnieść sukces, czas pokaże

Wieści Podwarszawskie Nr 15 (474)
16 kwietnia 2000

Skip to content