Archiwum

02/12/2022

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

– Gdybyśmy w pierwszej rundzie play off spotkali się z nieco mniej wymagającym zespołem niż Mostostal, istniałyby nawet szanse na miejsce w czwórce – mówi Krzysztof Felczak w pierwszym po zakończeniu rozgrywek prasowym wywiadzie.

– Jak ocenia Pan zakończony sezon?

– To rzeczywiście ogromny sukces. Spisywani na straty zagraliśmy w lidze kilka dobrych spotkań, sprawiliśmy kilka niespodzianek, tym samym zapewniliśmy sobie miejsce w lidze na następny sezon. W tych rozgrywkach wszystko było dla nas nowe i pierwsze. Pierwsze były mecze u nas, pierwsze na wyjeździe. Pierwsze były porażki i wygrane, także te z mistrzem i wicemistrzem Polski. Wszystko robiliśmy po raz pierwszy, dlatego też w pewnym sensie ten sezon zagwarantował nam wiele nieprzewidzianych przeżyć i wrażeń.

– Wszystko to dzięki ….

– Wszystko dzięki sponsorowi i pracy, którą wykonaliśmy. Sponsor zapewnił nam odpowiednie do przygotowań i rozwoju warunki. Zespół zaś od początku pracował solidnie i sumiennie, nie można mieć do niego żadnych zastrzeżeń. Dzięki temu właśnie przez cały czas utrzymywaliśmy dobrą dyspozycję fizyczną. W kilku wypadkach rosła ona nawet do ostatnich spotkań w lidze. Zadanie wykonano w 150 procentach zamierzonego planu.

– Czy spodziewał się Pan, że tak szybko jeszcze pod koniec drugiej rundy zapewnicie sobie bezpieczne miejsce w tabeli i nie będziecie musieli o waszej przyszłości w serii A rozstrzygać walcząc o miejsce w ósemce?

– Punkty zdobywane w rundzie zasadniczej nie dawały nam pewności. Walczyć trzeba było do ostatniej kolejki. Rywale również wygrywali i zdobywali punkty. Dopiero mecz w Nysie rozwiał wszelkie wątpliwości. Na pewno było to bezpieczniejsze niż gra w barażach. Stilon przekonał się przecież, jak groźny może być ten etap rozgrywek.

– Czy rozpoczynając sezon myślał Pan, że może grać o piąte miejsce?

– Raczej nie. Wszystkie moje siły i myśli były skupione na tym, by przebrnąć przez barierę ósmego miejsca i zakwalifikować się do play offów. Nie myślałem o tym co będzie dalej. To była daleka przyszłość. Później jednak, gdy zapewniliśmy sobie miejsce w bezpiecznej strefie zorientowałem się, że gdybyśmy w pierwszej rundzie play off spotkali się z nieco mniej wymagającym zespołem niż Mostostal, istniałyby szanse nawet na miejsce w czwórce.

– Które ze spotkań tego sezonu uzna Pan za najlepsze?

– Z pewnością było to wyjazdowe spotkanie z Galaxią. Cieszą mnie takie spektakularne sukcesy, jak na przykład wyjazdowe zwycięstwa w Częstochowie i Kędzierzynie.

– A najsłabsze?

– Bardzo słabo graliśmy w Sosnowcu, także to niedzielne, przedostatnie spotkanie było słabe.

– Czego zabrakło w tym sezonie zespołowi?

– Podstawowym mankamentem był jak to już wielokrotnie podkreślałem brak stabilizacji przyjęcia zagrywki. Nie mogliśmy przez to lepiej wykorzystać naszego potencjału na siatce. Przez to graliśmy też bardzo nierówno. Mając ustabilizowany ten element nasza wartość byłaby znacznie wyższa. Jeżeli zaś chodzi o budżet, to niewątpliwie chciałbym mieć taki, jakim rozporządza Mostostal czy Galaxia. Myślę jednak, że to zadanie należy do zarządu klubu, a ten postara się o sponsorów, dzięki którym będziemy mogli dysponować pieniędzmi zbliżonymi do tych najlepszych. Poza tym jako beniaminek naprawdę nie mogliśmy narzekać na brak funduszy. Dostępne zaś środki wykorzystaliśmy bardzo dobrze. Zaś umiejętności i doświadczenie? Na to potrzeba czasu. Trzeba je zdobywać grając z lepszymi. To było widać po chłopakach, zaczynali się ogrywać, hartować z meczu na mecz.

– Jaki będzie kolejny rok Stolarki w IA? Jak wysoko postawiona zostanie poprzeczka?

– Chciałbym, ażeby Stolarka postawiła sobie za cel awans do czwórki najlepszych zespołów w Polsce. To byłby bodziec, który pobudziłby z pewnością wszystkich do lepszej pracy i działania. Zarówno w klubie, zespole, jak i klubie kibica.

– Czy planowane są zmiany i wzmocnienia w zespole? Jakie plany są z tym związane? – Zmiany kadrowe nie mogą być gorsze niż w tym roku. Taką taktykę przyjmujemy przed każdym sezonem. Wszystkie ruchy transferowe wynikać będą z kwestii budżetowych. Dopóki te nie zapadną nie możemy myśleć o jakichkolowiek zmianach kadrowych. Będziemy chcieli sprowadzić dwóch trzech graczy, którzy jeszcze bardziej pobudzą do pracy zespół i znów wprowadzą dobrą atmosferę wśród graczy. Nie będą to transfery z ukierunkowaniem na konkretną pozycję, raczej będziemy to traktować wielokierunkowo z uwzględnieniem przyjęcia zagrywki. Równie dobrze przydałby nam się atakujący, libero i środkowy bloku.

– Jak ocenia Pan radzymińską salę, czy spełniła ona swą rolę w minionym sezonie?

– Atmosfera i frekwencja podczas spotkań były coraz lepsze, zwłaszcza gdy mieliśmy coraz lepsze wyniki. W Radzyminie grało nam się bardzo dobrze. Są tam doskonałe warunki do pracy. To świetny, nowoczesny obiekt. Była to dla nas prawdziwa przyjemność móc tam grać. Także i wołominiacy przyzwyczaili się już do Radzymina, a i to środowisko zaczęło nieco bardziej aktywnie żyć siatkówką.

– Czy nie lepiej byłoby wam jednak w Wołominie? Nie wolałby Pan wrócić?

– Oczywiście. Mielibyśmy wtedy więcej kibiców, a i im byłoby wygodniej, bo choć system dowozu usprawnił się od początku sezonu, to jednak wielu nadal nie może oglądać Stolarki ze względu na odległość dzielącą Wołomin i Radzymin. Poza tym uważam, że Stolarka nie powinna odrywać się od korzeni, powinna nadal być związana przede wszystkim ze społecznością Wołomina, a nie tylko powiatu wołomińskiego.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Piotr Łaski

Skip to content