Archiwum

Huragan

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wołominie

– Wielu fachowców zastanawia się w tym roku, kto jest w tym sezonie drugi do spadku z IA poza Stolarką – mówi trener wołomińskich pierwszoligowców Krzysztof Felczak.

O szansach zespołu Stolarki w serii A pierwszej ligi, najgroźniejszych rywalach i kibicach z trenerem Krzysztofem Felczakiem rozmawia Piotr Łaski.

– Czym Stolarka zaskoczy swych kibiców w sobotę 30 września?

– Trudno nawet powiedzieć, czy Stolarka będzie mogła skorzystać nowych graczy. Jak na razie kontuzjowany jest Mariusz Srodyl, o którego udziale w spotkaniu inauguracyjnym zadecyduje ostatnie badanie USG, na kilka dni przed meczem. Niestety naderwanie mięśnia dwugłowego uda goi się bardzo trudno i wymaga około trzech tygodni rehabilitacji. Podobne problemy ma Otko. Poza tym, jeżeli mówimy o pierwszym spotkaniu, to trudno się spodziewać olśniewających sukcesów w konfrontacji z Mistrzem Polski, który wzmocnił skład, usprawnił swoją grę, zakupił doskonałego Świderskiego i nowego libero z Czech. Chcemy walczyć. Nie będziemy patrzyć na tytuły przeciwników. Zresztą w każdym meczu trzeba będzie próbować rywalizacji z zespołami IA. Wyniku nie przesądzam. Uważam, że wszystkie zespoły w tej lidze będą miały problemy z takimi elementami, jak przyjęcie zagrywki i utrzymanie dobrej dyspozycji przez dłuższy czas. Może akurat najmniejsze będzie miał Mostostal, tym niemniej postaramy się o sprawienie w każdym ze spotkań jakiejś niespodzianki.

– Czy ten zespół, w tym zestawieniu ma szanse na utrzymanie się w lidze?

– Bez Mariusza Sordyla, jeżeli oczywiście jego kontuzja utrzyma się, będzie ciężko. Nie ukrywam, że będzie to trudne zadanie do wykonania. Grając od początku z Mariuszem Sordylem mielibyśmy szansę na systematyczne zdobywanie punktów, gromadzenie ich i zakwalifikowanie się do pierwszej ósemki tabeli. A co za tym idzie mielibyśmy szanse na utrzymanie się w najprostszy sposób, jaki jest możliwy. Jeśli będziemy tracić punkty o utrzymanie zagramy w barażach, a one, jak wiadomo są bardzo nerwowe.

– Jakie jest najmocniejsze ogniwo zespołu?

– W zespole tworzy się obecnie pewien duch, swoista zespołowość, doskonały klimat do pracy. Dzięki temu będziemy w stanie pomagać sobie na boisku i przetrwać różnego rodzaju kryzysy, tak jak to miało miejsce w ubiegłym roku. Dzięki temu byliśmy i miejmy nadzieję będziemy w stanie przeciwstawiać się innym graczom oraz innym zespołom.

– Jakie są słabe punkty zespołu?

– Myślę, że jednak przyjęcie zagrywki. Z tym mamy spore problemy.

– Na co stać ten zespół?

– Na dobrą grę. W większości ci ludzie posmakowali już pierwszoligowego chleba. W zespole jest też spora grupa debiutantów, głodnych sukcesu. Ta mieszanka może być dla na bardzo korzystna. Wiele zespołów może się poprostu na nas przysłowiowo przejechać, jeżeli tylko nas zlekceważy. Jest to dla nas szansa. Po każdym awansie Stolarki spisywano ją na straty, a mimo to zawsze udawało nam się zrealizować cel. Wierzę, że w tym roku będzie podobnie.

– Najgroźniejsi przeciwnicy Stolarki w nadchodzącym sezonie to…

– Przede wszystkim będą to medaliści ubiegłorocznego sezonu, czyli Mostostal. Jak zwykle ogromne ambicje będzie miał Jawal Częstochowa. Mocny może się również okazać Stilon. W grach towarzyskich, po zakupie dwóch Rosjan pokonał on zarówno Mostostal, jak i Jawal. W tej chwili trudno oceniać te zespoły, gdyż nastąpiły w nich orgomne zmiany kadrowe. Wszystko, jak zwykle zresztą zweryfikuje liga.

– Który z zespołów ekstraklasy może być dla Stolarki najmniej wymagającym rywalem?

– Wydawało się, że Osztyn, ale po zakupie Śmigla, będzie to również groźny zespół. Myślę, że do tej grupy należeć może Nysa. Mówiło się poza tym, że Bosman ma ogromne problemy ze składem, podobnie Jastrzębie. Bez względu na sytuację nikt się nie podda i nie skaże dobrowolnie na porażki. IA składa się z klubów, które od lat są w lidze i które nawet przy słabszym stracie, będą się starały na tyle zmienić skład, aby się w tej lidze utrzymać.

– Czy duża liczba gier towarzyskich, w jakich udział brali ostatnio siatkarze Stolarki nie wpłynie niekorzystnie na ich formę?

– Myślę, że nie. Jest to normalny mikrocykl startowy. Przepracowany tydzień kończy się jakimś spotkaniem towarzyskim, bądź turniejem. Te turnieje mają również to do siebie, że tak, jak w sparingach dajemy możliwość gry wszystkim zawodnikom, tym, którzy są zdrowi i tym, którzy trenują, w większym, bądź mniejszym wymiarze. Słabsze wyniki tych gier mogą być co prawda przyczyną zawodu, są jednak podyktowane ideą ogrywania wszystkich zawodników. Chcieliśmy dać wszystkim szansę sprawdzenia wyników swej pracy.

– Czy na wyniki występów Stolarki w serii A może mieć wpływ nowa hala, nowe miejsce rozgrywania ligowych spotkań?

– Na pewno. Hala w Wołominie bardzo nam pomagała. To nie ulega wątpliwości. Wieloletni trening w tej hali pozwolił ją poznać bardzo dokładnie, ukształtować pewne nawyki w grze obronnej, przyjęciu i zagrywce. Wiedzieliśmy, w zasadzie na pamięć, jaka jest wysokość tego obiektu. Dużą rolę odgrywali w niej również nasi kibice. Natomiast w Radzyminie potrzebujemy trochę czasu, na adaptację. Musimy przecież przestać grać na wyjeździe. To wymaga jednak trochę cierpliwości. Gra może stać się za to bardziej widowiskowa. W dużym obiekcie jest większa szansa obrony. Istnieje możliwość rozgrywania dłuższych akcji, które nie kończą się w momencie uderzenia piłki o sufit, a które można widowiskowo kończyć. Tak więc potrzeba jednak trochę czasu nim ta hala stanie się naszą halą i naszym atutem w konfrontacji z przeciwnikami. Dlatego też w tak trudnych i nowych warunkach liczymy na kibiców. Serdecznie ich zresztą zapraszamy. Warci są tego aby dla nich grać. Mamy nadzieję, że odległości, które będą musieli pokonywać nie przerażą ich i nie będą stanowiły aż tak dużej przeszkody w docieraniu na mecze i oglądaniu spotkań. Brak naszych kibiców byłby ogromną stratą, tym bardziej, że kibice wielokrotnie nam pomagali. Nigdy nas nie zawiedli. Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem.

– Dziękuję za rozmowę.

P.Ł

Wieści Podwarszawskie Nr 39 (498)
1 października 2000

Skip to content